Słoweniec Luka Mezgec udowadnia, że w tegorocznym wyścigu Dookoła Katalonii nie ma sobie równych wśród sprinterów. Kolarz Giant - Shimano po raz drugi z rzędu okazał się najlepszy na finiszu i pozostał liderem wyścigu, powiększając swoją przewagę nad rywalami.
Drugi etap wyścigu w Katalonii liczył 168 kilometrów i prowadził z Mataro do Girony. Dzisiaj również trasa była lekko pofalowana, chociaż mieliśmy tylko dwie górskie premie i to raczej w początkowej fazie etapu. Już na początku uformowała się ucieczka w skład której weszli dwa kolarze grupy CCC Polsat Tomasz Marczyński i Marek Rutkiewicz, którym towarzyszyli Thomas Voeckler (Europcar), Maxim Belkov (Katusha), Michel Koch (Cannondale) oraz Jerome Baugnies (Wanty).
Ci zawodnicy pracowali wspólnie dosyć długo, chociaż ich przewaga cały czas była kontrolowana przez peleton. Już na 50 kilometrów przed metą przewaga stopniała do niecałej minuty i wyglądało to tak, jakby główna grupa trzymała dzielnych uciekinierów na smyczy. Nie najlepiej czuł się w tym Voeckler, który postanowił spróbować samotnej akcji i zostawił swoich towarzyszy.
Jako pierwszy złapany został Rutkiewicz, który nie widział szans powodzenia tej akcji. Jego towarzysze jednak próbowali nadal ale i oni zostali złapani na 10 kilometrów przed metą. Z przodu był jeszcze tylko samotny Voeckler, chociaż i jego szansę nie rysowały się zbyt kolorowo.
Ambitny Francuz nie dawał jednak za wygraną i cały czas mocno kręcił przed peletonem, w którym bardzo mocno pracowała grupa Giant – Shimano, pracująca rzecz jasna na jadącego w koszulce lidera Luke Mezgeca. Niestety na niecałe pięć kilometrów przed metą Voeckler musiał się poddać i został złapany przez peleton.
Ostatecznie o zwycięstwo po raz kolejny powalczyli sprinterzy. Najlepszy okazał się ponownie Luka Mezgec, który na finiszu wyprzedził Roberto Ferrariergo(Lampre – Merida) i Daniele Ratto (Cannondale). Najlepszy z Polaków był Maciej Paterski (CCC Polsat Polkowice), który zajął 10 miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz