niedziela, 30 marca 2014

Gent-Wevelgem: Degenkolb zwycięża w wyścigu pełnym kraks

Ostatni tydzień dla kolarzy upływa głównie pod znakiem upadków, kraks i chaosu. Nie inaczej niestety było także dzisiaj podczas wyścigu Gent - Wevelgem. Najwięcej szczęścia a także chłodnej głowy zachował John Degenkolb z zespołu Giant - Shimano, któremu podczas bardzo chaotycznego finiszu zaświeciło słońce i mógł unieść ręce w geście triumfu.


Tegoroczna edycja klasyku Gandawa – Wevelgem liczyła aż 233 kilometry i jak zwykle stanowiła spore wyzwanie dla kolarzy. Już na pierwszych kilometrach uformowała się ucieczka w składzie Manuele Boaro (Tinkoff-Saxo), Sebastian Lander (BMC) Marcel Aregger (IAM Cycling), Jacobus Venter (MTN-Qhubeka) oraz Frederik Veuchelen (Wanty-Groupe Gobert). Dosyć szybko zyskali przewagę, która w szczytowym momencie dochodziła nawet do siedmiu minut.

W peletonie za to działy się dosyć dziwne rzeczy. Kolarze mylili trasę, jechali w złą stronę, nie mogli się zorganizować. To działało na korzyść uciekinierów, którzy systematycznie powiększali swoja przewagę. Panujący w głównej grupie chaos sprzyjał również kraksom, chociaż tym razem nie było ich aż tyle co podczas niedawnego wyścigu E3 Harelbeke. Niestety nie obyło się bez poważnych urazów, wydaje się że najgorzej wyglądał upadek Iana Stannarda (Sky), który został przewieziony do szpitala.

Peleton zaczął w końcu odrabiać starty i na kolejnych wzgórzach niwelował starty do uciekinierów. Kiedy na 75 kilometrów przed metą zostało im już tylko dwie minut, do przodu postanowił ruszyć Boaro za którym podążył Veuchelen. Kolarz Tinkoff – Saxo był zdecydowanie najbardziej zdeterminowany z całej grupki, ale i jego w końcu złapał peleton, w którym rządy objęły ekipy sprinterów.

Kiedy ucieczka już została zlikwidowana, w peletonie wróciła nerwowość i szarpane tempo. Kilka razy rozpoczynały się kolejne akcje zaczepne. W końcu od głównej grupki oderwało się kilku kolarzy, z których uformowała się trójka Andrey Bikkazakova (Movistar), Stijn Devolder (Trek) oraz Silvan Dillier (BMC), którzy niespodziewanie uzyskali kilkadziesiąt sekund przewagi. Co prawda peleton cały czas miał ich na oku, ale przewaga nie malała. Na 10 kilometrów przed metą byli 35 sekund przed główną grupą, w której zdecydowanie brakowało kogoś, kto podjąłby zdecydowaną pogoń. Niestety w końcówce ponownie oglądaliśmy kolejne kraksy. Mocno ucierpiał w nich jeden z faworytów Andre Greipel (Lotto – Belisol), który wraz ze swoimi kolegami zaliczył upadek, wykluczając się z walki o wygraną.

Tymczasem trójka z przodu czuła swoją wielką szansę i dawała sobie równe zmiany. Na czoło w peletonie wyszła w końcu ekipa Cannondale, która wspierana przez kolarzy Omega Pharma – QuickStep, napędzała główną grupę i niwelowała przewagę uciekinierów. Jak się okazało, był to zabójczy alians i na niecałe dwa kilometry przed metą akcja została skasowana. 

O wygranej decydował zatem finisz z całej grupy w którym niestety znowu doszło do kraksy. Sporo kolarzy zamiast walczyć o zwycięstwo zapoznało się z twardością szosy. Na czele została niewielka grupka, w której najlepiej odnalazł się John Degenkolb (Giant – Shimano), który pozostawił z tyłu Arnaud Demare’a (FDJ) i Petera Sagana (Cannondale).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz