Zwyciężając wczoraj w wyścigu Kuurne-Bruxelles-Kuurne, Tom Boonen ustanowił kolejny w swojej karierze rekord, bowiem ostatni sukces był już trzecim w historii belgijskiego wyścigu. Tym samym zdjął on z siebie niepotrzebną presję, która stworzyła się bo niesatysfakcjonującym wyniku podczas Omloop Het Nieuwsblad.
Po 70 kilometrach ucieczki to był sprint umierających łabędzi. Dobrze, że udało mi się wygrać, bo inaczej była by to kompromitacja. To zwycięstwo pozwala mi uniknąć wielu pytań i daje mi co najmniej tydzień całkowitego spokoju. Przy okazji potwierdziłem to, że jestem w dobrej formie. Przed weekendem wiedziałem, że tak jest. Sobotni występ niczego nie zmienił - powiedział triumfujący Boonen.
Następnym przystankiem w jego kalendarzu będzie Paryż - Nicea, a następnie Mediolan - San Remo, którego z pewnością będzie wielkim faworytem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz